Artykuły Recenzja Spinache - Reality (Recenzja)

Spinache - Reality (Recenzja)

KOMENTARZY: 0
Marcin Nowak Marcin Nowak, 16:00:00, 23 sierpień '17r.

Tak powinien wyglądać polski mainstreamowy raper.

Tak właśnie przeczytałem w jednym z komentarzy pod świeżo udostępnionym "Goldie" od Spinache. Chyba z rok temu aż, jak nie więcej. Osobiście jak najbardziej zgadzam się z tym zdaniem. Lekkie, wpadające w ucho i będące zawsze na czasie podkłady oraz teksty - określiłbym rap Spinacza "miastowym", ponieważ nadaje się dla każdego. Uniwersalność i ponadczasowość jest tu ogromnie na plus. Nawet jego poprzednia płyta to udowadnia, ale skupmy się na rzeczywistości. Oto spinacz i jego "Reality".

"Za pseudonim brać tantiemy"

Liczby nie kłamią, więc na nich się oprę - Spinacz zgarnia za swój rap zdecydowanie za mało. Ktoś mógłby powiedzieć, że daje lipę, ponieważ jego twórczość jest zbyt mało wyrazista - czytaj kontrowersyjna, gdyż tylko taka dziś ma rację bytu. A tak naprawdę Spinache ma wszystko co powinien mieć raper - flow, technikę, dykcję, lirykę i pomysł na siebie. Ba, nawet ze względu na klimat w jakim tworzy już od dłuższego czasu powinien mieć znacznie szerszy odbiór. Tematyka również nie jest ograniczeniem dla celowania w spory target wśród polskich słuchaczy. Spinache idealnie nadaje się do radia, więc nie tylko rapowi odbiorcy powinni go znać. Ale Paweł wydaje się tym nie przejmować. Podczas gdy inni konkurenci polskiej sceny spinają się o swoje pozycje - autor "Reality" po prostu robi swoje.

Będę "w szoku", jeśli ten album nie będzie "Goldie".

Nie wiem jak ze sprzedażą nośników fizycznych, ale na pewno ze streamingu mało doliczymy do statystyk. Utwory wspomniane w zdaniu tytułowym tego akapitu oraz "Kawka" to moje ulubione z tego materiału. Chociaż wszystkie mi podpasowały, to jednak właśnie te zrobiły na mnie największe wrażenie. Ale to tylko mój gust. Jeżeli miałbym polecić jakiś utwór z tego albumu to... powiedziałbym - "wybierz sobie" - wręczając danej osobie płytę. Każdy wpada w ucho, każdy nadaje się do stacji radiowych - w końcu Spinache to mainstreamowy raper.

Może trochę surowszych słów...

Jedynie dziesięć kawałków - to pozostawia niedosyt. I tak sporo czasu minęło od ostatniego wydawnictwa Spinache, więc mogliśmy spokojnie dostać z te klasyczne czternaście. Ogromna ilość wielokrotnych momentami zaburza spójność tekstu. I w sumie to tyle z tych cierpkich słówek. Podkłady są jak najbardziej wpadające w ucho, a nawet niektóre mocno bujające. Dla Spinache to wystarczy. Tematycznie tak jak wspominałem - jest uniwersalnie przede wszystkim i tak powinno być. Spora ilość rymów też wpływa korzystnie na zapamiętywanie tekstu. Na koncertach nie powinno być problemu z odzewem ze strony publiki. Jak dla mnie album prawie bez zarzutów.

Rzeczywiście...

Poleciłbym ten album każdemu. Nie obraziłbym się również gdyby się z kilka kawałków pojawiło w radiu. Osobiście mi ten materiał pasuje do takiego lekkiego słuchania - codziennego. Wpada w ucho - i podkład, i tekst. Dlaczego Spinache to najlepszy kandydat na polskiego mainstreamowego rapera? Jego wizerunek - dojrzały, niekontrowersyjny, nienaganny, a przy tym stricte "miastowy" (żeby nie powiedzieć z ulic, ale z tych mniej biednych). Utwory wpasowują się w kanon radiowych, a przy tym nie są prostackie i banalne. Jeszcze nie obejrzałem któregoś z wywiadów po premierze tej płyty, ale wiem, że Spinache chciałby mieć tak jak opisałem w tej recenzji. I z całego serca życzę mu tego, a bardziej obiektywnie - chociaż po części mu się to należy.

#TAGI

#Spinache
×

This is an alert box.

×

This is an alert box.

Przeczytaj więcej artykułów