Artykuły Recenzja Quebonafide - "Dla fanek Euforii" (Recenzja)

Quebonafide - "Dla fanek Euforii" (Recenzja)

KOMENTARZY: 0
Igor Wiśniewski Igor Wiśniewski, 20:08:11, 13 lipiec '17r.

Quebonafide to zdecydowanie raper, który dominuje w bieżącym roku. Świetny wynik sprzedażowy "Egzotyki", dwie EPki i prężnie prosperująca wytwórnia, jak i zapowiedzi międzynarodowych kooperacji, m.in. featuring Sfery Ebbasty z Włoch w kawałku "Hypebae", idealnie pokazują, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Recenzje "Egzotyki" i "Dla Fanów Eklektyki" na naszym portalu już dawno zostały opublikowane, więc został ostatni element całości, czyli "Dla Fanek Euforii".

Tak samo jak "Dla Fanów Eklektyki", żeński dodatek do preorderów składa się z siedmiu premierowych kawałków, w tym jednym wspólnym, "Love". Różnica między jednym, a drugim albumem zauważalna jest już od samego początku. Podczas gdy "Dla Fanów..." jest dość mocna, hiphopowa, brudna i surowa, "Dla Fanek..." jest zupełną odwrotnością. Hitowość, która już przy "Pablo", czy "Half Dead" na męskim dodatku sięga wysokiego poziomu, tutaj jest tylko początkiem.

W zasadzie cały krążek to zbiorowisko hitów, a featuringi dopasowane tak, by tę przebojowość zwiększać. PlanBe, który od Młodych Wilków idzie uparcie po swoje, kupując serca słuchaczy ogromnym potecjałem, autentycznością i ręką do świetnych refrenów, spisuje się świetnie u swojego wydawcy na gościnnych występach. Niezależnie, czy mowa tu o refrenach, czy zwrotkach.

Zaskoczeniem dla mnie był występ reprezentanta Lekter Records, Szopeena, który zawsze kojarzył mi się z hypemanem Otsochodzi, który chcąc nie chcąc, brzmi jak trochę bardziej popularny kolega. W "Noc w noc" natomiast stanowi wyraźny kontrast do stylu Queby, który bawiąc się flow i formą (tak, Que potrafi jeszcze zaskoczyć!), równoważy się z Szopeenem, który leci twardo, surowo i przede wszystkim - zupełnie inaczej, niż przedstawiłem go parę linijek wyżej. Nie można zapomnieć także o takich postaciach jak Young Igi (pierwotna wersja "Hypebae"), który w ostatnim czasie zyskuje coraz większą popularność, czy o Klaudii Szafrańskiej, która swoim wokalem dodała tego "czegoś" w "Candy".

Jeśli chodzi o bity, nie ma się do czego przyczepić. Świetne ucho Queby, jak i warsztat producentów zaproszonych na ten album sprawił, że wszystko brzmi spójnie i nie ma słabszych momentów, wszystko się do siebie klei. Tematyka albumu, czyli głównie stosunki damsko-męskie brzmią na tych, mało hiphopowych, bitach w takich sposób, że gdyby właścicielowi QueQuality zależało, zawojowałby radia w całej Polsce.

Quebo tworząc podział na męskie i żeńskie epki, dał słuchaczom trzy pełne, świetne, dopracowane albumy, nie rozdrabniając się na drobne, co można tylko i wyłącznie pochwalić. Podczas odsłuchu którejkolwiek z tych płyt, nie odczułem, by znalazły się na niej odrzuty, wszystko jest dopięte na ostatni guzik, treść dopasowana idealnie do "płciowości", czym Quebonafide tylko udowadnia, że jeszcze nie raz nas zaskoczy.

×

This is an alert box.

×

This is an alert box.

Przeczytaj więcej artykułów