Artykuły Recenzja Tau - OFF (Recenzja)

Tau - OFF (Recenzja)

KOMENTARZY:
Patryk Trela Patryk Trela, 15:00:00, 15 lipiec '17r.

Ten dodatkowy krążek "OFF" wbrew pozorom jest całkiem ciekawy, bo mało kto ujął tak prostą tematykę jak odpoczynek w tak dobrej formie. Album powinien trafić do większości z nas. Każdy w obecnych czasach jest zapracowany i urobiony po łokcie, czy to z własnej woli i wygórowanych ambicji, czy z potrzeb czysto finansowych i trudności życiowych. Jeżeli to jeszcze nie przekonuje, to mogę dodać, że na tej płycie jest więcej o "dobru" niż "Bogu. Myślę, że nawet jako ateista wyczulony na Boga (który przecież nie istnieje, więc nie powinien Ci przeszkadzać) możesz ze spokojem posłuchać tego materiału.

Tak, są tutaj utwory prawie nie zahaczające o tematykę Boga. Przynajmniej bezpośrednio. "Urlop" jest słusznie ustawiony jako ten pierwszy kawałek, który ma w swoim przekazie uświadomić Ci, że należy się odpoczynek, jeżeli jesteś kompletnie przemęczony pracą, czyli dostajemy sedno tej płyty. "Laurka" to prezent na Dzień Mamy, prosty przekaz, nie trzeba tłumaczyć, należy przesłuchać. Skracając ten akapit - tak naprawdę przeskipujesz jedynie kilka kawałków, jeżeli Bóg bardzo wadzi Ci w tekście.

Po raz kolejny dostajemy czysty hip-hop od Tau, tym razem w utworze "Złota Era". Piotrek miał styczność z prawie każdym elementem tej kultury, stąd też przyjął flow i głos dosyć podobny do B-Reala z Cypress Hill. "Lubię mieć bit jak Mobb Deep i bit jak Future" - to akurat prawda, bo mało artystów na obecnej polskiej scenie zestawia starą szkołę z nową na jednym materiale. Tau robi to konsekwentnie, zachowując przy tym spójność - na pewno tematyczną.

Kontrast techniki w poszczególnych utworach jest ogromny, ale wiadomo, że na potrzeby niektórych kawałków metafory i rozkminy są odstawione na bok. "Miotacz Ognia" przypomina nam, że Tau wcale nie kuleje w tej dziedzinie. Ale zestawiając z tym wersy z innych kawałków, które są aż za nadto pustymi truizmami, powtarzanymi już z płyty na płytę, wychodzi to conajmniej średnio.

Tau zdecydowanie przesadza ze wskazywaniem słuchaczowi co ma robić, a co nie. Już nawet ciężko nazwać to umoralnianiem, gdyż: "Najpierw pójdziemy do sklepu po wodę, powiedz, dzień dobry proszę / niegazowaną, bo gazowana rozdyma żołądek, daj odliczone drobne". Na tym drugim krążku Tau po prostu odpuścił sobie lirykę, przez co pojawiają się takie "zapychacze". Jak na przykład tekst refrenu w tym utworze (mowa o "Wirtualny spacer") jest po prostu trafny (internet zabiera życie), to na przykład takie "wskazówki" jak w wyżej wymienionym dwuwersie, są po prostu... kompletnie zbędne i banalne.

Pomimo truizmów na banalnych wersach, to trzeba przyznać, że kawałek kończący ten album - "OFF" - jest świetnie wykonany. Ogromny szacunek za "wczute" Piotrka. Proste wersy na takim flow od razu inaczej brzmią. Mało kto wkłada tyle serca w swoją prace jak Tau. Bardzo przyjemnie się tego słucha, a tekst wykonany w tak mocny i odważny sposób trafia jeszcze bardziej do ucha słuchacza, a na pewno autor oczekuje tego w pierwszej kolejności.

Produkcje soSpecial pokazują, że chłopaki mają talent i są wszechstronni. Tau odnajduje się na nich bez problemu, co także pokazuje jego szeroko pojęty skill. Patos i groteska są łączone bez problemu i bez burzenia spójności i powagi tej płyty, pomimo luźniejszej formy niż w przypadku "ON".

Podsumowując, dobrze, że Tau zrobił podwójny album, gdyż słuchacz ma po prostu w czym przebierać. Główną blokadą w odsłuchu jest jedynie nasz własny pogląd na religijne sprawy, bo muzycznie klei się wszystko idealnie ze sobą, pomimo małych niedociągnięć. Osobiście polecam ten album ze względu na ten lekki vibe, który akurat na letnie dni wpasuje się doskonale.

#TAGI

#Tau#OFF
Przeczytaj więcej artykułów
e