Artykuły Felieton Dajcie im umrzeć!

Dajcie im umrzeć!

KOMENTARZY: 0
Igor Wiśniewski Igor Wiśniewski, 13:00:55, 20 sierpień '17r.

Śmierć artysty zawsze odbija się echem w społeczeństwie, niezależnie jaki rodzaj artyzmu wykonywał. W takim przypadku bardzo często zmarły zostaje wywindowany nagle na piedestał, gdzie nawet zagorzali przeciwnicy, zaczynają wychwalać taką osobę, jak to było choćby w przypadku Michaela Jacksona. Pośmiertne płyty to idealna okazja, by wytwórnia się dorobiła na ostatnich rzeczach, jakie ktoś zdążył zrobić, a świadomość, że sprzeda się to bardzo dobrze, sięga pięciuset procent. Idealnym przykładem będzie, daleko nie szukając, śp. Zbigniew Wodecki, wybitny polski artysta, który po śmierci zawładnął OLiS-em, a Empik nie wyrabiał w dostarczaniu nośników na półki.

W rapie nie jest wcale inaczej, już niedługo mamy otrzymać pierwszą pośmiertną płytę Seana Price'a, członka Boot Camp Clik, czy zmarłego członka A Tribe Called Quest, Phife Dawga. Pośmiertne płyty przeszły już do porządku dziennego, ale w przypadku dwóch artystów, sprzedawanie ich wizerunku, po dwudziestu latach od śmierci, sięga już zenitu. Mowa rzecz jasna o legendach wschodniego, jak i zachodniego wybrzeża, czyli Notoriousie BIG oraz 2Pacu, których nikomu przedstawiać nie trzeba.

O ile w przypadku Notoriousa pierwsza pośmiertna płyta nie jest w żadnym stopniu skokiem na kasę i próbą zarobienia na wizerunku Króla Brooklynu, gdzie "Life After Death" ukazało się parę dni po śmierci artysty, tak to, co podziało się później, przechodzi wszelkie pojęcie. Nie można odmówić Diddiemu ręki do bizensu, choć równocześnie trzeba mu przyznać brak dobrego smaku. Już dwa lata po zastrzeleniu Biggiego, ukazał się album "Born Again", gdzie sama lista gości już wywołuje politowanie. Oprócz takich postaci jak Diddy, Lil' Kim, Method Man, Lil' Cease, czy nawet Nas, widzimy Ice Cube'a, Snoop Dogga, Eminema, czy Missy Elliot. Pytanie brzmi: gdzie, do cholery jest miejsce dla Eminema, Snoopa czy Cube'a na płycie Smallsa, skoro rapera z Detroit wtedy nawet nie było na scenie, a Snoop czy Cube reprezentowali zupełnie inną "stronę barykady" (choć każdy wie, że beef West vs East był fikcją nadmuchaną przez media) i w tamtych czasach niewyobrażalne było, by pojawili się na jednej płycie.

Nie inaczej jest w przypadku wydanej w 2005 roku składance, "Duets: The Final Chapter", gdzie sytuacja się powtarza, a co ciekawe, pojawił się tam nawet sam 2Pac! Żeby tego było mało, całkiem niedawno wyszła kolejna pośmiertna płyta artysty, tym razem w "duecie" z wdową po raperze, Faith Evans, która wydała "wspólny" album ze zmarłym mężem, zatytuowanym "The King and I". Pomijając kwestie muzyczne, w 2009 roku pojawił się także film oparty o biografię Biggiego, pod tytułem "Notorious", który swoją drogą polecam.

Dajmy już spokój brooklyńskiemu hustlerowi i przejdźmy może do Paca, który za życia był bardzo płodnym artystą i, niestety, mniej udanym aktorem. Po zamachu na życie artysty w Las Vegas, wydano pięć płyt pośmiertnych, na których znajdziemy niepublikowane wcześniej numery, które prawdopodobnie 2Pac uznał za zbyt mało udane, by je wypuścić, oraz multum kompilacji. Trzeba przyznać, że śp. Afeni Shakur, matka artysty, potrafiła dobrze sprzedać twórczość syna, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę wydane albumy, tomik poezji "Róża, która wyrosła na betonie", czy dokumenty, a także najnowszy film pełnometrażowy, którego premiera miała miejsce w czerwcu tego roku o tytule "All Eyez On Me".

Czy film jest warty obejrzenia, tego nie wiem, a kontrowersje, jakie wokół niego wyrosły, budzą we mnie mieszane uczucia. Przed premierą, The Game wychwalał tę produkcję, porównując ją do wcześniej wspomnianego filmu o Biggiem, czy do filmu o NWA ("Straight Outta Compton"), lecz po premierze pojawiło się wiele negatywnych opinii, między innymi zarzuty byłej dziewczyny Tupaca, Jady Pinkett Smith, obecnej żony Willa Smitha, która nie zgadzała się z niektórymi wydarzeniami przedstawionymi w filmie. Swoje trzy grosze dodał także Kevin Powell, który zarzucił twórcom kradzież scenariusza. Jednym słowem - komedia.

Oprócz tych wszystkich sytuacji, co parę miesięcy pojawia się nowa postać, która ma coś do powiedzenia na temat śmierci jednego lub drugiego artysty, rzucając nowymi "faktami", spostrzeżeniami i teoriami. Od dwudziestu lat, w kółko maglując ten sam temat, ciągle znajdzie się ktoś z inną wersją tego samego wydarzenia. Ktoś, niestety nie pamiętam kto, powiedział w tej sprawie, by w końcu dać im w spokoju umrzeć. W pełni zgadzam się z tymi słowami i podpisuję się pod nimi rękami i nogami.

×

This is an alert box.

×

This is an alert box.

Przeczytaj więcej artykułów